Tworzę wnętrza, które nie są kopią z Pinteresta, ale autentycznym oryginałem.
Po podstawówce większość znajomych poszła do liceum ogólnokształcącego. Ja też miałam to w planach średnia 5,9 i papiery złożone do jednego z topowych ogólniaków. Ale moja
mama miała przeczucie. Wiedziała, że to nie moja droga. Delikatnie, ale stanowczo
zaproponowała mi kierunek Liceum Plastycznego. Zdawałam tam egzaminy trochę z
przypadku, trochę z ciekawości… i się dostałam. Spędziłam tam cztery intensywne lata piękne i trudne zarazem. Codziennie dojeżdżałam do szkoły, łącznie dwie godziny dziennie. Do tego przedmioty ogólne i mnóstwo zajęć artystycznych. Było co robić, ale miałam szczęście łatwo przyswajałam wiedzę. Można powiedzieć, że byłam kujonem, który się nie uczył (i serio, jakoś to działało!). Tam, w świecie sztuki, wszystko zaczęło nabierać głębszego sensu. Ogromny wpływ na moją drogę miały również podróże. Dzięki mamie, od dziecka mogłam zwiedzać świat. Pamiętam pierwszą zagraniczną wycieczkę w czwartej klasie. Sztokholm i zderzenie z czystością, prostotą, szwedzkim designem. Potem była Grecja, Rzym, Hiszpania, bogate Monako… Każde miejsce czegoś mnie uczyło, zostawiało ślad, inspirację, myśl. Zbieram te wrażenia do dziś z ludzi, miejsc, zwyczajów. W liceum jeszcze nie byłam pewna, co dalej.